wtorek, 17 października 2017

Poduszki jak jesienne kwiaty


Najlepszym malarzem na świecie jest natura, zwłaszcza jesienną porą, gdy promienie słońca wydobywają intensywność kolorów. Zachwycam się niezmiennie barwami liści drzew, wrzosów i jesiennych kwiatów. Żółcienie, pomarańcze, bordo , fiolety , zamglone błękity i róże, zupełny zawrót głowy.
Ze względu na użycie wielu ciemnych kolorów w salonie tj.grafitowa ściana, barokowa ciemna tapeta, ciemna kanapa, chciałam rozświetlić i ocieplić pomieszczenie. 
Długo się nad tym zastanawiałam, aż mnie olśniło .............zainspirowałam się barwami kwiatów cynii, astrów i wrzosów.
Chciałam też wprowadzić troszkę luksusu, połysku i miękkości. Postawiłam więc na aksamit, stary klasyczny materiał, który zdecydowanie spełniał moje oczekiwania. Trudność polegała na tym, że w sklepach, które odwiedziłam był niewielki wybór aksamitu lub nie było go wcale. Na internecie ceny zaporowe, choć byłam tak zdesperowana, że zapłaciłabym nawet tyle, gdyby chodziło o jeden kawałek, ja jednak potrzebowałam wielu kolorów i tylko po 60 cm. a tu informacja w sklepie internetowym  "musisz zakupić minimum 2 m." Byłam zła i rozczarowana. Jak wiecie mieszkam od niedawna pod Wrocławiem, nie znam wszystkich sklepów i możliwości, poszukiwałam usilnie, aż zdecydowałam się pojechać na ul.Robotniczą do hurtowni tkanin. Budynek niepozorny , obskurny, znalazłam się w epoce PRL-u, ale w środku można poszaleć, dość duży wybór różnych materiałów. 
I co?.........................znalazłam aksamit, o dużym wyborze kolorów ...........a cena?............tylko 35 zł za metr ( cena w internecie to od 85 zł do 120 zł). Kupiłam kilka kawałków,  liczyłam wprawdzie na inne odcienie, ale i tak byłam szczęśliwa.
Poszyłam poduchy i można zapaść się w nie na kanapie . Przytulne, mięciutkie, a jednocześnie pięknie zmieniające barwę w zależności od oświetlenia. Sama się dziwię czemu ten materiał popadł w zapomnienie.


Moje poduszki mają tę zaletę , że można je konfigurować ze sobą w zależności od nastroju, przemieniać, kłaść na fotele , codziennie może być inaczej. Taka zabawa urozmaica codzienność, nuda mi nie grozi, jednocześnie wprowadza indywidualizm do wnętrza. 
Nigdy nie kierowałam się modą, trendami, stylem, zawsze jak coś robię to jest to, co w obecnej chwili podoba mi się, często wbrew wszystkiemu. 


Pochwalę się jeszcze dębową ławą.
Miał być stolik, lekki , szklany , może złoty, ale nic ciekawego nie mogłam znaleźć, a jak już znalazłam to nie było w zasięgu mojego portfela.
Zdecydowaliśmy się na stolarza z sąsiedniej wsi, powiedzieliśmy mu co nas interesuje i zrobił nam ławę z dwóch kawałków dębowej deski , zapłaciliśmy tylko 300 zł. Nie kupiłabym w sklepie za te pieniądze, warto więc rozglądać się po okolicę za takimi fachowcami.
Wiem , że pomieszczenia wyglądają jeszcze surowo, ale dopiero wchodzę w etap detali, jesień i zima najlepiej temu sprzyja. Jak tylko coś wymyślę to się z wami podzielę, wprawdzie na dekoratora wnętrz się nie nadaję i nie aspiruję do bloga wnętrzarskiego, tylko jestem na etapie wykonywania robótek ręcznych dla domu, dlatego będę was tym męczyć.


Dziękuję za odwiedziny na moim blogu , za wasze komentarze i przyznam się do czegoś, teraz wiem jak bardzo mi brakowało tego miejsca i jak bardzo się stęskniłam za wami kochane blogerki, pozdrawiam cieplutko.

piątek, 13 października 2017

Błękitny kredens


Mój obecny dom to wypadkowa tego co zastałam , a co nie mogę zmienić i tego co zmieniłam idąc za impulsem , pośpiechem . Zostawiłam wszystko za sobą , sprzedałam i wprowadziłam się do domu, gdzie nie miałam nawet łóżka do spania, był więc pośpiech.Dopiero teraz mogę zacząć spajać , składać jak klocki Lego. Nie jest to łatwe, no dobra nie będę już marudzić.
Jak widać oszalałam na temat niebieskiego , od grafitu do wyblakłego błękitu.W końcu kobieta zmienną jest. Niezmiennie tylko  kocham kolory i nie lubię białych ścian... i kropka.



Zawsze chciałam mieć stary kredens, ale mała powierzchnia byłego mieszkania nie dawała takiej możliwości. Teraz mogę poszaleć, marzenia się spełniają i mam kredens starusieńki, na dodatek niebieski.
Misiek namęczył się przy jego odnowie. Staruszek, jak każdy w jego wieku był naruszony zębem czasu, miał wiele ubytków i już korniki go podjadały, przyznam się , że ja miałam wątpliwości czy Spa garażowe potrafi go choć trochę odmłodzić. 
"Skalpel" Miśka zdziałał cuda , mnie pozostało nałożyć makijaż w postaci niebieskiej farby akrylowej i kredens stanął między jadalnią a kuchnią. Wprawdzie oczy w postaci szkiełek witrynki mają zaćmę i zastanawiam się  nad zmianą szkieł albo innym rozwiązaniem, na razie jednak kredens pozostaje w tej postaci do następnej mojej weny.

Dzbanuszek w kropki z Bolesławca
Zestaw porcelanowych pojemników kupionych na targu staroci w Świdnicy
Obrusy w kredensie

Uratowany stołeczek pomalowałam farbą kredową


Tak wyglądał kredens  przed pomalowaniem.



Inspiracje
 

niedziela, 8 października 2017

Jak adoptowałam hoję


Kupiliśmy dom, wyjechaliśmy na drugi koniec Polski i w konsekwencji zaczęliśmy przyjmować rodzinę, która chciała zobaczyć tę naszą "posiadłość". 
Przy okazji takich odwiedzin moi teściowie mieli okazję odwiedzić siostrę teścia, czyli naszą kochaną ciocię zamieszkującą Świdnicę. Ciocia , cudowna osoba w słusznym już wieku ma koleżankę , której aktualnie remontowano mieszkanko, a która miała olbrzymią , wieloletnią hoję. Hoi groziła eksmisja. Obie panie pomyślały, że skoro mamy duży dom to przecież możemy tę hoję adoptować. Mój Misiek nie miał serca odmówić i przytargał olbrzymi kwiat ze Świdnicy do naszego domu.
 O Matko!!! ja byłam przerażona, nie przewidziałam miejsca dla wiekowej damy i co tu robić? 
Trzeba było znaleźć jakieś wyjście z sytuacji. 
Długo szukaliśmy odpowiedniego starego stojaka, Misiek znalazł taki na "Młynie" za niewielkie pieniądze.kwietnik pomalowałam na niebiesko farbą kredową, ( ja  obecnie szaleję z kolorem niebieskim i granatem). Postawiłam stojak z damą w kącie przy oknie , rozplątałam długie pędy, niestety nie obyło się bez ofiar, pędy rozciągnęliśmy na ścianę i mam coś co przypomina dom babci . 
Hoja sobie jakoś trwa, na razie nie ma zamiaru umierać , tyle że nie kwitnie. Nie wiem czy podoba jej się nowy dom czy nie, nic nie mówi, a ja nie bardzo wiem jak zająć się tą staruszką, może ktoś ma doświadczenie w tej materii, rady są mile widziane.

Ślicznie dziękuję za komentarze, cieszę się jak widzę , że jeszcze ktoś tu zagląda. Pozdrawiam cieplutko w tę zimną niedzielę.

poniedziałek, 25 września 2017

Słoiczki jak kwiaty


Słoiczki jak kwiaty rozłożyły się na trawie pozując do sesji zdjęciowej.
 Są one wytworem chwili kiedy tęsknota za drobnymi robótkami była tak silna, że musiałam coś zrobić. Dusza piszczała, ręce rwały się do farbek, a córcia poddała myśl, pomysł i razem zajęłyśmy się ozdabianiem. Słoiczki na różne małe przydasie np.guziczki, kwiatki i inne duperelki. Ale była zabawa, mogłabym tak bez końca kleić bukieciki, rysować koronki itd. i dobrze się stało, że zabrakło przygotowanych na ten cel słoików, bo chyba bym nie przestała.
Polecam taką zabawę, bardzo odprężające zajęcie.

Do zabawy użyłam różnych kolorów farb kredowych, gałki drewniane od komody w której owe gałki wymieniłam na inne, bardziej wyrafinowane, oraz przydasie zachomikowane przez moją córcię .


Bogusiu ten wpis dedykuję tobie, mam nadzieję , że odnajdę czas na takie zabawy.

niedziela, 24 września 2017

Tajemniczy ogród - pożegnanie lata


Witam po długiej przerwie.
Nie pytajcie mnie czemu mnie tak długo tu nie było,dużo trzeba by było opowiadać.
Zapomnijmy więc o tych kilku miesiącach i zacznijmy się bawić blogiem jeszcze raz.

  
Reaktywując to miejsce zacznę od podsumowania lata, czyli od mojego tajemniczego ogrodu.
Tak go nazwałam , bo gdy wprowadziliśmy się do nowego domu w listopadzie ogród był w uśpieniu, zapuszczony przez ostatni czas przez byłych właścicieli . Od wiosny odkrywał przede mną swe tajemnice. Spod kory wyszły krokusy , hiacynty, tulipany, krzewy rozkwitły, i tak przez całe lato poznawałam ich nazwy , okrywałam kolory kwiatów. Odchwaszczałam , przycinałam , zmieniałam, dosadzałam, siałam trawę i ryłam jak ten kret w ziemi ,aby jakoś ten ogród doprowadzić do porządku. Jeszcze dużo pracy mnie czeka w ogrodzie, ale zawsze o nim marzyłam , 
pochłonął mój czas letni całkowicie.

Pozdrowienia od KICHUSIA, kotka wolnego i szczęśliwego.

sobota, 15 kwietnia 2017

Jezus Frasobliwy


Pan Jezus Frasobliwy

Szedł Pan Jezus po świecie,szedł w przebraniu biedaka,
 rozglądał się, przystawał, słuchał, patrzył i płakał...

 Spotkał bezdomnych, takie strzępki człowieka,
 biedne kupki nieszczęścia, na które nikt nie czeka. 
Grzali zsiniałe ręce w dziurawych rękawicach, 
a obojętni ludzie płynęli po ulicach...
 Zaglądał ludziom w oczy. I co widział – moc smutku, bezsilność, żal, obojętność. Płakał Pan po cichutku. Popatrzył na kanały. Ludzie-szczury tam byli. 
Odziani w brudne łachy przy świeczce „dyktę” pili.
 Na miejskich wysypiskach odwiedził miot szperaczy. Chwytali w lot odpadki – coś przyjąć od nich raczy? 
Chcieli dać szmat na odzież, bo nic nie mieli więcej... 
I szedł Pan piechotą w dzielnice bogactw, pychy;
 Oglądał cudne wille jakiś pokorny, cichy.
 Zachodnie auta mijał i wlókł się osowiały, 
a za nim groźne psiska szczekały i szczekały...
 Wysokie, kute bramy, mocne żelazne płoty
i mury oddzielały bogaczy od biedoty. 
Nie było rąk z pomocą ani życzliwych oczu.
 Gdy siadł zmęczony w cieniu, by spocząć na uboczu. 

Załamał się biedaczek, rozejrzał po terenie
 i poszedł łzy osuszyć w kapliczce przy Skansenie.
 Spokojnie mógł rozważać zachowań ludzkich dziwy 
i został już na zawsze Pan Jezus Frasobliwy.
 Płacze jesiennym deszczem, zimowe śniegi rosną,
 okryją go pierzynką, słonko obudzi wiosną. 
Taki z nami zostanie i ja tu nic nie zmienię, 
spójrz i na Ciebie czeka w podlubelskim skansenie. 
Zdejmij kapelusz z głowy, uśmiechnij się do Niego, przeżegnaj się i pociesz Pana Frasobliwego. 
Patrz, czajki przeleciały, skowronek szuka wiosny,
 spraw, niech w twym sercu mieszka Pan Jezus – lecz Radosny. 

 Zofia Abramek  


Życzę spokojnych , pełnych zadumy i radości Świąt Wielkanocnych.

Jasmin

środa, 12 kwietnia 2017

Komoda - technika serwetkowa


Wszędzie panuje atmosfera przedświąteczna, dekoracje na stoły, wysiadywanie jajek, wianki, bazie, zajączki itp, a mnie zatkało. W ostatniej chwili przypomniałam sobie o nastawieniu zakwasu z chleba, zrobieniu specjalnego serka do barszczu (pisałam o tym Tu), z niczym nie mogę zdążyć, o dekorowaniu jajek mogłam zapomnieć. Szkoda bo bardzo  lubię dekorować jajeczka, ale odbiję sobie to kiedy indziej.      
Tymczasem pochwalę się komodą, tak tak, duży gabaryt, więc pracy przy niej było sporo. Jest to praca zbiorowa. Dzieci znalazły podobną komodę w sklepie internetowym, oczywiście cena z kosmosu, postanowiły mnie powierzyć zadanie wykonania owej komody. Zakupiły komodę z drugiej ręki , zainwestowały w farbę kredową Anny Sloan, wybrały serwetki i zabraliśmy się do pracy. Zadanie malowania komody na biało otrzymała moja synowa (wiedzę jaką posiadałam odnośnie malowania farbami kredowymi przekazałam jej przy wspólnym malowaniu łóżka), ja natomiast zabrałam się za szuflady. 
Szuflady zostały potraktowane techniką serwetkową, czyli na każdej naklejona jest inna serwetka (nawiasem mówiąc serwetek z przepięknymi wzorami jest teraz bardzo dużo), najwięcej namęczyłam się przy łączeniu serwetek tak, by wzór się zgadzał, a łączenia nie były widoczne. Potem lakierowałam i szlifowałam wielokrotnie do uzyskania gładkiej powierzchni. Na koniec grubym papierem ściernym przetarłam brzegi szuflad i jak widać efekt jest znakomity, dla mnie komoda jest teraz niepowtarzalna i piękna, dodaje uroku sypialni. Wisienką na torcie okazały się przecudnej urody uchwyty. 

Przy odrobinie czasu zapraszam do galerii zdjęć. 


Życzę miłego wieczoru.